Wczoraj po zwiedzaniu Hoi An i powrocie do hotelu
postanowiliśmy zarezerwować sleeping bus (to taki autobus z łóżkami - 17$/1 os) na
niedzielę do Mui Ne (18h jazdy). Wszystko możemy załatwić tu na miejscu w
naszym hotelu, ponieważ jest on zarazem biurem podróży. Przy próbie rezerwacji
autokaru dowiedzieliśmy się, że na niedzielę to niemożliwe tylko nie mogliśmy
zrozumieć powodu. W końcu pani napisała na kartce słowo „storm”. Od razu przez
głowę przeszły nam wspomnienia namiastek tropikalnych ulew jakie przeżyliśmy i
świadomość, że potem drogi mogą być nieprzejezdne. Zapadła szybka decyzja
wyjazdu w sobotę czyli jutro. Pod wieczór wyskoczyliśmy jeszcze raz na miasto.
Chcieliśmy zobaczyć jak wygląda starówka po zmroku w świetle tysięcy lampionów
z których również słynie Hoi An. Widok mnóstwa
kolorowych, świecących kul rozświetlających restauracje, sklepy, stragany, a
nawet drzewa przypominał święta :) Nie mogliśmy się powstrzymać przed zakupem
choćby jednego.
trudny wybór :), duże po 6-8$
Po powrocie do hotelu postanowiliśmy spojrzeć w Internet co
tam z tym „stormem”. Po przeczytaniu kilku informacji przecieraliśmy oczy ze
zdumienia i ogarniało nas przerażenie. Okazało się, że nie chodzi o zwykły
huragan czy burzę tylko o tajfun Haiyan być może najsilniejszy jaki
kiedykolwiek miał miejsce, który dzień wcześniej zmasakrował Filipiny
(prędkości wiatru ponad 300km/h), a teraz zmierza w kierunku wybrzeża Wietnamu,
a jego epicentrum stanowi Da Nang i pobliskie Hoi An w którym właśnie
przebywamy. Uderzenie tajfunu przewiduje się na niedzielę. Kolejne czytane
doniesienia pogłębiały już tylko stres.
http://tuoitrenews.vn/society
Jest już po 24.00 postanawiamy wstać skoro świt, spakować się i uciekać. Rano anulowaliśmy autobus na 17.00 i zarezerwowaliśmy pociąg na 14.00 do leżącego na południe Nha Trang, gdzie teoretycznie powinniśmy być już poza zasięgiem tajfunu.
W sobotę rano ruszamy dalej na południe. Wzięliśmy taksówkę z hotelu na stację w Da Nang. O dziwo hotel policzył za nią tylko 15$. Jedziemy wybrzeżem przyglądamy się wzburzonemu morzu i szaremu niebu. Gdyby nie temperatura +30 i straszna duchota pomyślelibyśmy, że to środek polskiego lata ;)
Dachy domów z blachy falistej i dachówki dociskane są workami z piaskiem – to jedyne przygotowania jakie widzimy.
Wreszcie po 40min docieramy do dworca. Zaczyna padać.
http://tuoitrenews.vn/society
Jest już po 24.00 postanawiamy wstać skoro świt, spakować się i uciekać. Rano anulowaliśmy autobus na 17.00 i zarezerwowaliśmy pociąg na 14.00 do leżącego na południe Nha Trang, gdzie teoretycznie powinniśmy być już poza zasięgiem tajfunu.
W sobotę rano ruszamy dalej na południe. Wzięliśmy taksówkę z hotelu na stację w Da Nang. O dziwo hotel policzył za nią tylko 15$. Jedziemy wybrzeżem przyglądamy się wzburzonemu morzu i szaremu niebu. Gdyby nie temperatura +30 i straszna duchota pomyślelibyśmy, że to środek polskiego lata ;)
Dachy domów z blachy falistej i dachówki dociskane są workami z piaskiem – to jedyne przygotowania jakie widzimy.
Wreszcie po 40min docieramy do dworca. Zaczyna padać.
Na dworzec docierają
kolejne grupy turystów. Nie musimy pytać widzimy ten sam rodzaj desperacji.
Oczekujemy na spóźniający się pociąg. W zatłoczonej poczekalni jest duży
telewizor LCD na którym non stop wyświetlane są kolejne doniesienia na temat
tajfunu. Setki oczu wbite w ekran pilnie obserwują i komentują. Wygląda to
trochę jak jakiś sztab kryzysowy. Pokazują ewakuację ludności, szczególnie
dzieci na zagrożonych terenach. Jest też relacja z zabezpieczania mostów w Hoi
An.
Wreszcie wjeżdża nasz pociąg 1,5h spóźnienia. Tłum rusza do wagonów. Uciekamy, trochę nam ulżyło.
Wreszcie wjeżdża nasz pociąg 1,5h spóźnienia. Tłum rusza do wagonów. Uciekamy, trochę nam ulżyło.
Dojechaliśmy już do Nha Trang jest prawie 24.00 jesteśmy w hotelu, idziemy spać. Mamy nadzieję, że jesteśmy już poza zasięgiem Haiyana. Jutro rano ruszamy dalej na południe.
Oby się rozeszło po kościach. Internet to wspaniały wynalazek. Wczoraj był blackout na pół woj. zachodniopomorskiego. A bez prądu nie ma wody, lodówki, telefony nie działają, często i ogrzewanie, nie ma jak zatankować ani cokolwiek kupić. Nawet pieniędzy wyciągnąć. Internetu też nie ma. Wystarczy parę dni i w mieście nie da się żyć, rabowanie sklepów itp. A dodając do tego klęskę żywiołową? Aż strach myśleć. Warszawa nincze, nincze Warszow, Warszawa nima. -co zburzona ?
OdpowiedzUsuńNa szczęście my już jesteśmy dość daleko od Haiyana, a co do Twojego ostatniego zdania to trochę brzmi po chińsku.
UsuńKurczę, a miało być po węgiersku.
UsuńO kurcze. Trzymam kciuki by was ominelo. Mialo byc ciekawie ale moze nie az tak... Powodzenia/Marta
OdpowiedzUsuńDzięki, stresu trochę było, ale na razie oddaliliśmy się dość znacznie od zagrożenia :)
Usuń